BAJKA!

O! Cześć, super,że jesteście! Siadajcie wygodnie, mam dla was parę pytań..
Już?
To super! Zaczynajmy!
Czy zdarzyło wam się kiedyś być na przyjęciu gdzie był Indiański namiot?
A może byliście w sytuacji gdy dzieciaki nocą poszły zbierać bez i dziką róże do lasu?
No dobra, a może chociaż mieliście tak, że....była komunia... było dużo dzieci...ale one nagle zniknęły? Jakby ktoś użył magicznej różdżki?
...
Niedawno temu zdarzyło mi się coś bardzo dziwnego...

Komunia zaczęła się tak jak zawsze, kościół, wszyscy głodni i chcą wreszcie jechać na obiad, standard prawda? No pewnie, że tak, nikt nie spodziewał się co tego popołudnia się wydarzy.
Goście przyjechali na przyjęcie, wszyscy piękni, wystrojeni, kobiety wymalowane, mężczyźni wyperfumowani. Podjeżdżają pod dwór... tak mój mały przyjacielu dwór jak z bajki... wysiadają z samochodów (bo to nowoczesna bajka), a przy bramie czeka.. czarna bestia co nikogo się nie boi , i chodź wszystkim wydawała się straszna wcale taka nie była, pomerdała ogonem i zaprosiła wszystkich do środka. Pies ten był bardzo mądry, rozumiał aż w dwóch językach, a za nim jedzenie z ręki wziął nieznanej osoby, spytał się Pana czy mu nie zaszkodzi?
Piękne miejsce moi mili ukazało się gościom, jak wyjęte z bajki, daje słowo, podano obiad, wszyscy zasiedli i jedzą, później jak zawsze prezenty  wręczono i zdjęcia zrobiono. Nagle... krzyki, piski, śmiech dzieci słychać, bo dorwały się do stolika z słodyczami.. rodzice chcą już mówić " nie jedz, jeszcze obiad!", ale spojrzeli na cuda i zaniemówili, bo takich słodyczy to oni jeszcze nie widzieli! jedli oczami, naprawdę widziałam, (ja byłam mądra! pomyślałam: " zostanie na pewno.. zjem w domu, tutaj tylko spróbuje" i powiem wam kochani, dobrze, ze spróbowałam bo jak do domu przyjechałam to popatrzyłam tylko na opakowanie ). Dzieci pojadły, a gdy dzieci są pojedzone i wyspane to każdy dobrze wie, że wtedy zaczynają szukać tajemnic! Myślicie, że coś znalazły? no pewnie, że tak. dzieci zaczęły oglądać dworek i szukać zamaskowanych schodów i znalazły. Piękne schody, na dół kierują odkrywców, kręcą się i kręcą i nagle... dzieciom objawił się piękny wielki pokój pełen gier! Stół do tenisa, stół do bilarda.. nawet worek trenigowy wisiał!Dzieci to są jednak dzieci, jak to zobaczyły to cichutko rówieśników zawołali i zgineli... Rodzice przestraszeni zaczęli ich szukać, długo to trwało ale wreszcie znaleźli małych urwisów, i nie uwierzycie co się potem stało, rodzice dzieciom zabawki zabrali i swoje turnieje nawzajem potworzyli. A dzieci popatrzyły po sobie wzruszyli ramionami zostawili grzecznych rodziców i poszyli na górę, a że szczęście mają to akurat trafiły na moment w którym Panie tort kroiły! Minęło trochę czasu rodzice zgłodnieli i na górę wracają a tam tylko okruchy po torcie zostały, a dzieci jak nie było tak nie ma. Ale z dworu śmiechy i krzyki usłyszeli, wiec podążają za odgłosami i patrzą i patrzą i patrzą... i nie dowierzają... bo dzieci na koniach siedzą, ręce puszczają i same  jeżdżą (tak! w tej bajce były też konie!). No to cóż, rodzice na pięcie się odwrócili i poszli do sali. Po jeździe konnej było jeszcze leżakowanie na hamakach zawieszonych między drzewami, a później łowienie ryby w prawdziwym stawie i jak przystało na prawdziwych wędkarzy złowioną rybę uroczyście wypuszczono do wody (pod warunkiem spełnienia trzech życzeń choć nie była to złota rybka).
Słońce zaczęło układać się na horyzoncie do snu,jezioro rozbłysło sztucznym blaskiem jak zaczarowany staw, więc dzieci wracać nie chciały, ale że zgłodniały to dały się namówić. Długo jednak przy stole nie posiedziały bo przyszedł Pan... przepraszam zła nazwa, przyszedł Wódz Indiański, zastukał delikatnie widelczykiem w szklankę i mówi " Młodzi wojownicy zapraszam do pomocy bo trzeba rozpalić ogień w namiocie, a was dorośli zapraszam za chwile tylko pamiętajcie bez WODY BOGÓW nie wpuszczam". Dzieci chyba Wodza już znały bo jak na baczność powstały i biegną do wyjścia, a rodzice chwile odczekali i biegiem za nimi. Pamiętacie jak mówiłam o namiocie Indiańskim? Taki właśnie stał obok dworu, a w środku paliło się ognisko i czekały gotowe siedzenia, ale Wódz dzieci nie okłamał bo dał każdemu krzemień, kompas i papier i nauczył rozpalać ognisko (fakt, że potem jak tatusiowie to zobaczyli to oni się bardziej tym bawili), myślicie, ze to koniec? Wódz wziął harmonijkę i zaczął grać melodie, a jak młody wojownik znał to odpowiadał. Kiedy melodie wszystkie zgrał, wtedy OZNAJMIŁ "Młodzi wojownicy, koniec zabawy! Czas na wyprawę! Pamiętajcie, że w niej można zginąć! Musicie być sprytni, ostrożni i silni! Idziemy do lasu, nazbierać bez i kwiaty dzikiej róży na herbatę by cała nasza rodzina miała co pić". Myślicie, że kłamie na potrzeby bajki? O nie dzieci wstały i do lasu się wybrały. Długo ich nie było ale gdy wreszcie wrócili (na szczęście wszyscy), mieli już ze sobą herbatę z dzikiej róży i bzu którą same zrobiły. 
Długo jeszcze wszyscy siedzieli przy ognisku, śmiali się i bawili, tańczyli i grali, aż w końcu wszyscy  pojechali. Chodź dzieci nie chciały, mówią "NIE! ZOSTAJEMY, TU W NAMIOCIE SPAĆ BĘDZIEMY!" , i można było, kto chciał ten mógł spać ale rodzice twardzi, nie dali się i dzieci do domu zabrali. Komunia (bo tak to była komunia), bardzo późno się skończyła, ale nikt tego nie odczuł bo każdy odpoczął jak na przyjęciu powinno być....

To nie bajka a prawda, ta historia działa się niedawno, w sobotę w pięknym dworku w ZAGAJE 107 (kliknij), tam znajdziecie kogoś takiego jak:
Wodza Indiańskiego: Pana Kamila
Królową dworu: Panią Kasię
Mistrzynie jeździectwa: Panią Oliwię
Czarnego potwora: Hestię
Zobaczycie tam oczywiście piękny biały dwór, indiański namiot zwany tipi, konie, pokój do gier i piękny wystrój środka, no i oczywiście wiele różnych innych rzeczy.
Co do słodyczy, które je się oczami i nie zostaje nic na później to Mistrzyni wypieków Pani Hania którą znajdziecie pod nazwą La Bezą (kliknij).
Zdradzę wam jeszcze jedną tajemnice moi mili, nic co tutaj przeczytaliście nie jest wymyślone było wszystko, była herbata z bzu i róży po którą udały się dzieci do lasu (były bezpieczne z Panem Kamilem ), różnorakie gry, konie na których nauczyły się jeździć w ciągu 5 minut dzięki Pani Oliwi, krzesiwo też było, i słodycze cudne jak na zdjęciach od Pani Hani i rodzinna atmosfera o którą zadbała Pani Kasia, wszystko to było. To przyjęcie po którym wróciliśmy do domy i powiedzieliśmy "WOW", a kiedy spytaliśmy rodzinę, która z nami przyjechała jak się podobało powiedzieli "no cóż, my komunie będziemy mieli u siebie a potem 4 godziny będziemy jechać na przyjecie no trudno, ALE WARTO!"
To prawda! Warto i nikt mnie nie przekupił bym to napisała, to był mój obowiązek, i choć prawda, ze przyjęcia tworzą ludzie a nie jedzenie, picie czy miejsce,to dzięki tym ludziom to przyjęcie nie było dobre,było perfekcyjnie rodzinne.
Pani Kasiu wiem, że Pani to czyta dlatego pozwolę sobie dodać, że musi Pani powiększyć dwór bo moje wesele odbędzie się tam i też chce konie i czarny bez, zaś do Pani Hani mam prośbę, żeby przygotowała się na dużą ilość słodyczy bo CHCE PO WESELU COŚ ZABRAĆ DO DOMU!
W imieniu swoim i mojego rodzeństwa oraz rodziców D Z I Ę K U J E M Y! Bo to najlepsze przyjęcia na jakim byliśmy!

A wy moi mili, obejrzyjcie zdjęcia i choć na chwile przenieście się razem ze mną do świata BAJKI!






















































Share this:

CONVERSATION

2 komentarze:

  1. Absolutnie TAK <3
    Co prawda Wódz Kamil ni zabrał mnie na wyprawę do lasu (może dlatego, że widział mój pesel :)) i niestety nie skosztowałam pyszności Pani Hani :( ale uwierzcie: to miejsce jest Bajką - prawdziwą bajką - byłam widziałam przeżyłam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciesze się,że każdy czuje magie tego miejsca :)

      Usuń